WPISZ TAGI

Za nami już 4 dni regat. Miało być lepiej a patrząc na wyniki jest chyba nawet gorzej. Staram się tym nie sugerować, bo i tak po długiej przerwie i chorobie traktuje te regaty jak trening ale mimo wszystko… trudno mi zaakceptować, że przegrywam z dziewczynami, z którymi nie przegrałam nigdy w życiu!
Myśle, że czuję temat, nie zapomniałam jak się pływa, mam idealne wszystkie starty i jedyne co mi brakuje to prędkość – jestem najwolniejsza w każdych warunkach i choćbym się zapompowała na śmierć to nic mi to nie pomoże.
Chciałabym sobie troche pokrzyczeć ale nie bardzo mam na kogo i za co. Na siebie też nie mogę się wściekać, bo przecież robię co w mojej mocy i generalnie wiem, że w tydzień nie nadrobię 5 miesięcy. Ciężko to wszystko znieść, kiedy ambicje przerastają o 100kroć możliwości, wtedy nawet słońce i palmy nie pomagają!

Zapisaliśmy się z Maxem na Hot Joge, która różni się tym, że jest prowadzona w 60 stopniach C! Możecie mi wierzyć, że 1.5h jogi w takich warunkach to totalny hardcore ale za to pózniej uczucie jest fantastyczne, no i niezła odnowa i kompensacja po wyścigach.

Co do innych uroków pływania na desce, to dostałam jakiegoś uczulenia od słońca na dłoniach i stopach, opaliłam się na surfera – do połowy uda i mam dziurę w ręce. Oczywiście jutro i po jutrze dam z siebie wszystko na wyścigach ale niech już będzie ten dzień wolny, plaese!

Przesyłam Wam troche słońca, ja już się nim zdecydowanie nacieszyłam!
Pozdrawiam:)

share
NASTĘPNY WPIS

ZOSTAW KOMENTARZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *