WPISZ TAGI

Skojarzenia na hasło Australia, chyba każdy ma takie same:
kangury, misie koala, rekiny, surfing, surferzy, plaże, drinki z parasolką i takie różne atrakcje…

Moje dotychczasowe australijskie doświadczenia jakoś tego nie potwierdzają.
Mimo że wszystkie znaki drogowe ostrzegają że zaraz wpadnie Ci pod koła kangur albo miś koala spadnie na głowę, ani jednego ani drugiego, jeszcze nie widziałam; surfing miał być ale się okazało, że fale na Gold Coast są nie lepsze od tych bałtyckich – także surferów też nie było. Rekiny chyba nie lubią blondynek a na drinki z parasolką zdecydowanie potrzeba kompanów z Sopotu…

… także, z braku luck’u muszę pływać na RS:Xie, żeby gdzieś tą moją energię jednak spożytkować.
Stradbroke Island

Ale może od początku:

Do Australi zaprosiła mnie australijska zawodniczka Joanna, która nie ma tyle szczęścia co zawodnicy RS:Xteam’u i musi trenować na tej pięknej wielkiej wyspie sama, co jak wiadomo jest bardzo trudne – nigdy nie wiesz w którym miejscu jesteś, dopóki sie z kimś nie porównasz; także chwała RS:Xteam’owi, za to że istnieje, że jest polski, tak liczny, zgrany i najlepszy – tęsknie za Wami strasznie!

Mimo, że cały czas sprzedaję Joannie sporo swoich słabowiatrowych ‚tipów’, mam nadzieję, że sama też się dużo nauczę i przede wszystkim naładuję swoje ‚baterie słoneczne’ na całą resztę polskiej zimy. Staram się wykorzystywać ten kontynent w 110 procentach. A jest naprawdę z czego korzystać.
Nie skłamie jeśli powiem, że jest to kraj urodzonych sportowców. Dla Australijczyka trening jest jak umycie zebów – sprawa oczywista. W Brisbane, gdzie mieszka Joanna i gdzie ja rozpoczęłam swoje treningi, dosłownie wszystko sprzyja uprawianiu sportu. Tutaj nawet słońce wstaje o 4.30 żeby każdy normalny pracujący Australijczyk mógł z rana pobiegać, pójsć na rower albo popływać. Jakież było moje zdziwienie kiedy zaczęłam swoje poranne sesyjki na miejscowym basenie i okazało się, że jestem najgorsza! Koleś z brzuchem, każdy dzieciak czy starsza pani na torze obok, pływali szybciej… zawsze wydawało mi się, że pływam całkiem przyzwoicie a tu moja frustracja sięgnęła zenitu. Póżniej dowiedziałam się, że poprostu taka kultura – pływa każdy i to od najmłodszych lat. Baseny są wszędzie, często otwarte i często 50-metrowe.

Polubiłam bardzo australijskie pracowite poranki. Dookoła spokój, nie przeszkadza Ci zimno, deszcz, korek, dziury na drodze, 10 osób pływających na torze (zawsze masz swój własny),
Ty możesz się skoncentrować na danej chwili, na swoim zadaniu i na bólu – który w australijskich warunkach nawet może okazać się przyjemny.

IMGP3740
godz. 5:30 jadę sobie popływać

Po kilku dniach w pięknym Brisbane przenieśliśmy się do równie pięknego Melbourne – miasta kolarzy! W Melbourne o godzinie 8 rano, w zwykłą powiedzmy środę, na drodze jest mniej więcej tyle samo rowerów co samochodów i nikt na nikogo nie trąbi!
Ja niestety nie mam tutaj mojej szosy, także zżera mnie zazdrość jak to widzę ale na szczęście sporo pływamy i jakoś daję radę.

IMGP3675
Stradbroke Island, 100 pięknych kilometrów

Za niecały tydzień starujemy w Melbourne w ostatnim w tym roku Pucharze Świata. Trochę się stęskniłam za ściganiem więc już się nie mogę doczekać jakiejś akcji!
Trzymajcie kciuki!

Pozdrawiam serdecznie!
gosiabialecka

share
Paweł Kwoalski
2 grudnia, 2013 at 13:01 Odpowiedz

… i o to chodzi. Powodzenia w Melbourne !

NASTĘPNY WPIS

ZOSTAW KOMENTARZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *