WPISZ TAGI

Godzina 7.30 wstaje szczesliwa i pelna zapalu do pracy. Na dworze cos sie chmurzy ale przeciez nie ma lepszego pobudzenia jak 1h biegu w totalnej ulewie;)

Na wieczor zapowiada sie rodzinna imprezka na 50 osob (‚tarasowe’ – na czesc nowego tarasu), w domu młyn i tylko mysle, jak tu nie pasc ofiara stresujacych przygotowan:) Tylko co tu robic…. rower? rsx? wave? moze shopping? NAjlepiej wszystko na raz! Czas leci a wiatr i slonce sie marnuje!

Ale nagle, jak w bajce wszystko zaczyna sie ukladac. O 12 odbieram moj nowy fajny:) samochod, jade do Sopotu, kupuje moja piekna pierwsza deske Wave’ową i lece szczesliwa do Rewy.

Wiatr wieje, slonce wciąz swieci, deska leci fantastycznie i………. koniec!:/
Po poł h na srodku zatoki lamie mi sie maszt:/ Troche sie przestraszylam, bo ze mna ani Kowala, ani Czarnego, ani Romka – to nie trening rsx… i nikt mnie motorowka nie uratuje!
No coz… kiedys musi byc ten pierwszy raz:) skladam wiec zagielek i wiosluje na cypelek rewski, troche ciezko, bo wszystko mi spada i chce sie topic ale uratowalam:)
Zajelo mi to gdzies pol h i chyba zaliczylam przez przypadek niezly trening, hehe.

A w domu impreza w pelni, karkowka na grillu, gitarka gra, goscie spiewaja i tak do bialego rana – wiczliński folklor na calego!:)

Ciao, ciao!!

share
NASTĘPNY WPIS

ZOSTAW KOMENTARZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *