WPISZ TAGI

W ostatnią niedzielę miałam okazję uczestniczyć w prestiżowym kolarskim wyścigu Cyklo Gdynia.
Dystans wynosił 135 km a trasa przebiegała dobrze znanymi mi kaszubskimi drogami.

foto30

Na stronie organizatora cyklogdynia.pl jest kilka bardzo dobrych relacji, dlatego nie będę się już rozpisywać jak to ogólnie wyglądało.
Kiedy już poczytacie o PRO Zawodnikach, PRO Amatorach i innych PRO kozakach, poniżej kilka słow o tym jak jechało się mi.

Wyścig rozpoczął się bardzo mocnym tempem. Już pierwsze dwie górki (Legionów i pod Witomino) mocno zweryfikowały grupę i chyba właśnie ten początek najbardziej namieszał w moich planach. Miałam trzymać się z tyłu i oszczędzać siły na później, a wyszło na to, że do Koleczkowa uskuteczniałam (z góry skazany na porażkę) ciężki pościg za peletonem. Ta syzyfowa praca na średnim HR 90% nie przyniosła nic innego jak lekka zrypę.

Po jakimś czasie uformował się mały peleton składający się z kolarzy na moim poziomie + kozaki z pierwszego peletonu, którzy złapali kapcia albo mieli inne problemy i tak sobie jechaliśmy już do mety. No właśnie, do mety – to było dla mnie najdziwniejsze i najmniej spodziewane. W życiu nie wpadłabym na to, że możemy wjechać w 30 – osobowej grupie na Skwer i dopiero tam rozegra się ostateczny finish – tzn. ostateczny finish dla 3 dziewczyn, bo biorąc pod uwagę totalne bajabongo od Nowego Dworu – chłopakom zdecydowanie nie robiło różnicy czy skończą na 105 czy 155 miejscu. Także nasz ‚piknik’ dojechał sobie spokojnie do ulicy Legionów i dopiero tam zaczęło się COŚ dziać.

foto29

Czułam, że mam sporo siły. Trzymałam się z przodu na zjeździe z Legionów, na Świętojańskiej i na Skwerze Kościuszki też. Wszystko byłoby super, gdybym wiedziała GDZIE JEST META. Chyba po ostatnim Triathlonie coś mi się ubzdurało, że finish będzie na samym końcu Skweru Kościuszki…
Kiedy się zorientowałam, że na końcu jest zakręt 180 stopni i meta 200 metrów dalej, byłam najbardziej po zewnętrznej. Zanim wyhamowałam, zakręciłam na tej okropnej kostce brukowej i spowrotem przyspieszyłam, mogłam już tylko oglądać plecy 2 koleżanek, z którymi jechałam przez poprzednie 3 godziny. Straciłam 5 sek. do 2m i 3 sek. do 3 miejsca.

1266293_10200884192121842_515210817_o

Czwarte miejsce też jest spoko. Cieszę się, że zobaczyłam trochę prawdziwego kolarstwa, przejechałam bezpiecznie cały wyścig, nie złapałam kapcia, ominęły mnie wszystkie kraksy i nie dopadła żadna bomba 🙂

1273993_10200884195081916_699098719_o

Na koniec kilka specjalnych pozdrowień i podziękowań:

dla Moniki Jałowskiej, Darii Łobasiuk, Rafała Beckera – za doping (mimo, że Was nie słyszałam:)), wodę aloesową i wspólny obiad

dla Macieja Siedleckego – za kilka dobrych szosowych rad

dla TREKA Gdynia i Mariusza Golińskiego – za wspólne treningi rowerowe

dla Marka Gałkiewicza – za najlepszy transparent RS:X team’u

i dla mojej Rodzinki – za fantastyczne podawanie bidonów na NDW 😉

 

 

share
NASTĘPNY WPIS

ZOSTAW KOMENTARZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *