WPISZ TAGI

Żeby trenować profesjonalnie windsurfing trzeba się poświęcić w 100 %.
Jak w takim razie można trenować windsurfing i dodatkowo 3 inne dyscypliny… ?

IMG_2839

W tym roku przedstartowy stres sięgnął zenitu. Było to spowodowane zbliżającymi się MŚ, które odbędą się we wrześniu w Santander.

Na 10 dni przed startem rozpoczęłam zgrupowanie w Górkach Zachodnich. Ponieważ był to ostatni moment, żeby jeszcze ‚przycisnać’ (im bliżej startu, tym bardziej schodzimy z obciążeń), nie mogłam sobie pozwolić na dłuższy odpoczynek przed startem. Z dnia na dzień zmęczenie nakładało się okrutnie, czułam się fatalnie, co tylko potwierdziły wyniki krwi. Właśnie wtedy moi rodzice, trener i najbliźsi znajomi próbowali mnie przekonać, żeby odpuścić start w HTG. Zadając retoryczne pytania: ‚Co Ty trenujesz? Windsurfing czy triathlon? Do jakiej imprezy się przygotowujesz? HTG czy MŚ?’ wywołali burzę myśli w mojej głowie. Odpuszczenie nie wchodziło w gre ale to wszystko spowodowało, że nie mogłam spać, mało jadłam i kompletnie nie wiedziałam co zrobić.

Ze zgrupowania urwałam się na 2 dni przed startem. W piątek leżalam do góry brzuchem i staralam się jeść – czyli totalny relaks. Za to sobota była już bardziej pracowita. Rano przykręciłam lemondkę i poszłam na 15 min ją przetestować. Trochę się chwiałam na początku ale potem było już super. Później przygotowałam sprzęt, odebrałam pakiety startowe i zawiozłam rower do strefy zmian.

Tego dnia miałam jeszcze jedną misję. Musiałam pojechać autem do Suchacza, pod Elblągiem po moich rodziców, którzy dopłynęli tam sobie jachtem. Niby prosta sprawa ale, jak na złość, na 10km przed Elblągiem, na krajowej ‚siódemce’ zderzyły się 4 auta. Droga w dwóch kierunkach została zablokowana i po godzinie stania w korku, pojechałam jakimś objazdem po polnych drogach. Wylądowałam w Elblągu ale od bardzo dziwnej strony. Wszystko byłoby dobrze, gdybym nie nawigowała jak totalna blondynka. Zanim dojechałam do Suchacza, w promieniu 40km byłam poprostu wszędzie, a o drogę pytałam się z 15 razy ! Piękne żuławskie klimaty, pełnia księżyca i dobra muzyka jakoś pozwoliły mi przetrwać.
Nie przedłużając, do domu dojechaliśmy (po kolejnym wypadku na obwodnicy i kolejnym korku) o 23.30. Zanim się spakowałam i poszłam spać było po północy… i jak tu się nie stresować ?

Przejdźmy do startu.
Będzie troche nie po kolei ale first things first.

DSC00646

Prawdą jest, że w Kadrze RS:X bardzo dużo jeździmy na rowerach. Jest to forma treningu ogólnorozwojowego, która bardzo podnosi naszą wydolność. Na zgrupowaniach rowery towarzyszą nam zawsze i często zdarza się, że po sesji na RS:Xie, drugi trening robimy na szosie. Z 3 triathlonowych dyscyplin, właśnie w rowerze pokładałam swoje największe szanse i niestety się zawiodłam…

DRAFTING
Drafting to jazda na kole, która w Triathlonie jest zakazana. Każdy zawodnik startujący w 1/2 IM ma za zadanie samodzielnie pokonać na rowerze 90 km.
W Herbalife Triathlon za to jeździły peletony jak na Tour de France.
Mój czas z roweru i średnia powyżej 36 km/h to coś niemożliwego. Zakłamany czas, zakłamany wynik.

Czy jestem oszustem? Może jestem… ale tym razem naprawdę nie wiedziałam jak sobie z tym poradzić. Wyszłam z wody z bardzo dobrym czasem i dużą grupą innych zawodników. Czułam się mocna na rowerze ale nawet jak udawało mi się wyprzedzić jakąś grupę, jadąc pod wiatr, zaczynałam słabnąć i zaraz zostawałam łyknięta przez peleton, który przed momentem wyprzedzalam. Jak odpuszczałam, doganiały mnie kolejne grupy i tak naprawdę nic się nie zmieniało. Na wąskiej trasie nie było gdzie uciec i powiedzmy sobie szczerze, nawet jeśli jedziesz przepisowe 7m, a nawet i 10m za grupą to dalej jest DRAFTING!

Strasznie mi jest przykro, że musiałam w tym uczestniczyć. Zajmuję się sportem 15 lat i gra fair zawsze była i będzie dla mnie najważniejsza. Mam nadzieję, że w przyszłym roku falowe starty do wody rozwiążą problem i po tegorocznej ‚burzy’ na temat draftingu, mentalność zawodników też sie zmieni.
(Jakieś ‚NDW’ albo ‚Reja’ na trasie rowerowej też by pewnie trochę pomogło ;))

PŁYWANIE I BIEG

 

Z pływania jestem bardzo zadowolona. Treningi na jeziorze Marchowo na pewno trochę pomogły i przede wszystkim tym razem ustawiłam się w pierwszej linii na starcie, zaraz za ‚prosami’, a nie jak frajer w połowie plaży. To też spowodowało, że przez cała drogę walczyłam o życie i odrobinę przestrzeni w tej wielkiej ‚pralce’.
Dystans 1.9km pokonałam w 33min i myślę, że to sukces.

zdjęcie

W zeszłym roku bieg na zakończenie triathlonu zniszczył mnie. Tym razem półmaraton przebiegłam w tempie 5min/km. Jak na 2 treningi biegowe w przeciągu ostatnich 2 miesięcy to całkiem nieźle.

IMG_2793

To wszystko nie udało by się bez mojego Taty, który biegł ze mna 3 razy pod Świętojańska, oraz bez pomocy Mai Dziarnowskiej, która przejmowała mnie na bulwarze, podawała bidony, dodawała otuchy i nie pozwalała umrzeć na trasie 🙂

IMG_2813

1535590_304893003022958_7195061935095370398_n

Podziękowania również dla mojej kochanej Mamy.

Podsumowując: czas 4:55:18 i wyniki są zakłamane ale cieszę się, że zrobiłam ten triathlon i cieszę się, że jest już po wszystkim.

Teraz, aż do wrześniowych Mistrzosw Świata, 150% skupienia na RS:Xie i tylko RS:Xie !

Pozdrawiam
Gosia Białecka

share
NASTĘPNY WPIS

ZOSTAW KOMENTARZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *