WPISZ TAGI

Tydzień temu, zaraz po naszym pierwszym zgrupowaniu na jeziorze Garda, udało mi się zabrać moją piękną szosę i na chwilę wyskoczyć w Alpy. Efektem tego wypadu było 670km i prawie 13tys. m. w pionie po pięknych włoskich serpentynach. Zaliczone Timmelsjoch – passo Rombo na granicy włosko – austriackiej, słynne Passo dello Stelvio – najwyższa przejezdna przełęcz we włoskich Alpach wschodnich, najbardziej stromy ‚killer!’ –  passo del Mortirolo i piękna przełęcz łącząca Bormio z Ponte di Legno – passo Gavia. Będąc tak blisko nie mogłam też sobie odpuście wycieczki z Bormio do Livigno, które z racji wybitnie męczących zgrupowań na biegówkach, darzę szczególnym sentymentem.

Góry, szosa,  35-40 stopni C w powietrzu, mordercze serpentyny i te niesamowite widoki – to jak być w niebie i piekle jednocześnie!

Zdjęcia tym razem niestety tylko z telefonu.

Zmęczona i szczęśliwa, wróciłam na Gardę, gdzie kontynuujemy przygotowania do Mistrzostw Świata.

 

 

share
NASTĘPNY WPIS

ZOSTAW KOMENTARZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *