WPISZ TAGI

Nasze pierwsze zgrupowanie nad lazurowym wybrzeżem dobiegło końca. Hyeres, gdzie co roku pod koniec kwietnia rozgrywany jest Puchar Świata, to chyba moje ulubione miejsce, zarówno regatowe jak i treningowe.
W kwietniu na południu Francji zaczyna się robić ciepło i przyjemnie a okolica jest dosłownie idealna do każdego treningu.
Tym razem, ponieważ zgrupowanie było bardzo krótkie – raptem 7 dni, skupiliśmy się na treningach na wodzie. Codziennie 2 sesje na rsx’ie przez tydzień naprawdę potrafią zmęczyć.
Hyeres zafundowało nam też cały wachlarz warunków wiatrowych, od totalnego zera i dzikiej pompy, żeby w ogóle ruszyć z miejsca, po konkretne 20-kilka węzłów i spore falki.
Wydaje mi się, że w tych ciężkich warunkach, udało mi się trochę poprawić technikę i pływam coraz szybciej, dlatego już nie mogę się doczekać, jak będę mogła się skonfrontować z resztą świata.

Oczywiście w tym wspaniałym miejscu nie mogliśmy też sobie odmówić rundy na rowerze, 70 km po znanej i lubianej pętli z pięknym podjazdem na Col de Babou. Zastanawia mnie tylko jedno, od ostatniego roku nasze ulubione góry jakby zmalały… podjazdy, które wtedy wydawały mi się niezłym wyzwaniem, teraz prawie że wciągamy nosem.
Mam nadzieję, że to nie tylko zasługa zmiany roweru…
Tak czy inaczej czas znaleźć jakiej nowe, większe góry 🙂

 

Zgrupowanie się skończyło, a kolejne (również w Hyeres) zaczyna się za równo 6 dni. W tym wszystkim najlepsze jest to, że ja wciąż tutaj jestem. Tym razem zamiast latać tam i z powrotem, postanowiłam zostać we Francji. Jak na zamówienie pogoda iście kolarska 😉 mało wiatru, dużo słońca i jakieś 20 stopni. Dzisiaj jeszcze odpoczywam, książki, spacerek, kawa, ciasteczko, spanie… ale prawdę mówiąc już powoli mi się nudzi… dlatego od jutra zaczynam eksploracje francuskich szos 🙂

Pozdrowienia!

IMG_1230

share
NASTĘPNY WPIS

ZOSTAW KOMENTARZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *