WPISZ TAGI

Mistrzostwa Europy w Breście to dla nas ostatnia szansa na dobry wynik w tym sezonie i co za tym idzie, limity do kadry oraz stypendia.

Pierwsze starty odbędą się 2 lipca, we wtorek. Ścigać będziemy się przez 6 dni w nowym, dość nietypowym formacie regat, którego sama jeszcze nie rozumiem…. Z ciekawszych punktów to to, że ostatniego dnia dla zawodników z top10 odbędą się 3! wyścigi medalowe – co przy tutejszych tzw. ‚tricky conditions’ (szkwały, zmiany, prądy i inne niespodzianki) na pewno nieźle namiesza w wynikach.
Jedno jest pewne – co by nie było – wygra najlepszy bo ‚szczęście zawsze sprzyja lepszym’ a ‚z prądem czy pod prąd Ci co są szybcy są jeszcze szybsi’ 😉

Plan na dziś to totalny relax i ‚wyczyszczenie’ głowy przed wyścigami. W ramach tych ‚porządków’ kilka przemyśleń z ostatnich 2 lat.

Od stycznia 2011 roku, po pechowym wypadku i zerwanym acl, moje starty w imprezach mistrzowskich to raczej ciąg niefortunnych zdarzeń.
Najpierw była długa rehabilitacja, potem ME w Bułgarii na antybiotykach i półroczna choroba, która przekreśliła mój start w MŚ w Australii. Rok 2012 nie okazał się lepszy. Kiedy pozbierałam się w końcu po chorobie i w całkiem niezłej formie przyleciałam na ME na Maderę, 4 dnia regat zostałam zdyskwalifikowana z 8 wyścigów. Zaraz potem były MŚ w Kadyksie, gdzie tygodniowy armagedon w trakcie regat doszczętnie pozbawił mnie szansy na jakikolwiek przyzwoity wynik w sezonie 2012.
Po decyzji o zmianie dyscypliny olimpijskiej na kite’a myślałam, że to już koniec….

Jednak, jak to Kowal powiedział ‚ z tego sportu nie da się tak łatwo odejść ‚. RS:X wrócił, ja (mogło by się wydawać, że przez przypadek) wygrałam MP i wszystko zaczęło się od nowa. Niby tak samo ale trochę inaczej – cel zawsze był ten sam ale nastawienie i motywacja lekko się zmieniły.
Od grudnia 2012, kiedy na nowo rozpoczęłam treningi z kadrą RS:X, minęło dokładnie 7 miesięcy – to było 7 uczciwie i rzetelnie przepracowanych miesięcy, dużo poświęceń i wyrzeczeń, czasu, nerwów i pieniędzy.
Teraz wiem, że w marcu na MŚ w Brazylii, po dość krótkim okresie treningowym, nie byłyśmy jeszcze przygotowane. Tamte regaty pokazały, jak wymagający jest RS:X i jak daleko jesteśmy w tyle za zawodnikami, którzy startowali w Igrzyskach i trenowali cały poprzedni rok.

30 czerwca 2013 roku, na 2 dni przed ME myślę, że jest szansa przerwać ta złą passę i pokazać na co naprawdę mnie stać.
To będą udane regaty – tak sobie zakładam, to są moje ryzykowne ale na pewno motywujące słowa; obym nie musiała się z nich tłumaczyć.

Trzymajcie kciuki za RS:Xteam!
Pozdrawiam

moulin_blanc
nasz akwen w Breście
trening

share
NASTĘPNY WPIS

ZOSTAW KOMENTARZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *