WPISZ TAGI

Za mną już kilka tygodni treningu. Kilkadziesiąt godzin RS:Xa, 10 sesji na basenie i kilkaset kilometrow w biegu czy na rowerze, a to wszystko podkręcone tygodniem ostrego ‚chińskiego’ ścigania w Melbourne.
Coraz ciężej sie ruszyć z łóżka i zebrać do czegokolwiek, tym bardziej że w Australii zaczyna się lato, co oznacza 35-40 stopni i dużą wilgotność. Nawet jak wieje, to gorącym, palącym wiatrem, który wcale nie ułatwia życia.
Naprawdę ciężko lekko żyć, nawet w Australii!

IMG_0132

Po powrocie z Melbourne raczej nie miałam odpoczynku.
Ponieważ był to właściwie ostatni tydzień treningu przed świąteczną przerwą, postanowiłam nie odpuszczać i pociągnąć jeszcze kilka ostrych sesji, z myślą że porządnie odpocznę w Święta. Plan był dobry ale nie przewidziałam takiej sytuacji, że naprawde mogę być zrypana i nie mieć siły po regatach….
Każdy trening, nawet drobny relaksacyjny bieg czy pływanie w super basenie, okazywały sie straszną męką; nie wspominając już o sesjach na RS:Xie, gdzie jeszcze mała kontuzja ręki znacznie utrudniała sprawę (dla wnikliwych: intersection syndrome )
Kompletny brak motywacji, chęci i zaangażowania – straszne uczucie – kiedy czynności, które normalnie sprawiają Ci frajdę, nagle okazują się drogą przez piekło!

IMGP3853
górka rozruchowa

Kiedyś już pisałam, że jak coś robię, to robię to na 100%, co może w pewien sposób jest dobre ale chyba też prowadzi do ciągłego życia na krawędzi; od wielkiej euforii, kiedy włożona praca przynosi rezultaty i wszystko idzie zgodnie z planem (wtedy też odnoszę wrażenie że gosiabialecka ma strasznego farta), po totalne załamanie – bo jak już się sypie to po całości, jak domek z kart!

IMG_1021
Wczoraj ostatni rower, dziś ostatnie bieganie i plan został wykonany.

Teraz czuję, że nadchodzi stan wielkiej euforii:) Za kilka godzin lecę do Sydney na moje piękne zasłużone wakację.
Święta ‚po polsku’ z super Przyjaciółmi (tak btw. kto by pomyślał, że najszybsza droga z Gdyni do Poznania prowadzi przez Sydney?); Regaty Sydney – Hobart na żywo, fajerwerki na Harbour Bridge i szampan pod Operą – czy nie brzmi to całkiem dobrze?

Pozdrawiam i (jakbym czasem nie dała rady nic już napisać to) życzę wszystkim Wesołych Świąt i Najszczęśliwszego Nowego Roku!

 

P.S.
Muszę jeszcze coś dodać. Taka sytuacja w Melbourne, która do dziś wywołuję uśmiech na mojej twarzy:)
Wieje gdzieś 20kt, duża fala, ciężkie warunki. Podpływam do pontonu między wyścigami i siedzi tam jeden australijski junior lat 16, który ostatnio dowiedział się, że na wodzie trzeba jeść, żeby mieć dużo siły i nie paść z wycieńczenia po np. 3h ścigania. Junior wziął to bardzo do siebie i się na wyścigi przygotował – zapakował całe opakowanie plasterkowanego salami 😉

P.S.2.
W niedzielę oglądałam trathlon. Tak jest, oglądałam, nie startowałam. Startowała Joanna za swoją mamą i Max (3 miejsce). Triathlon był rozgrywany na sprinterskich dystansach i był super zoorganizowany. Z boku wyglądało to jak wielki piknik. Całe rodziny, starzy, młodzi, dzieciaki, grubi (nawet była kategoria powyżej 90kg), chudzi, wszyscy w strojach triathlonowych, poprostu przyszli się pobawić i miło spędzić niedzielę – super rodzinny klimat!
Ja za to do roli kibica i obserwatora się kompletnie nie nadaję, chyba wszyscy wiedzą dlaczego…

P.S.3.
W końcu widziałam prawdziwego misia koala, czyli misja Australia już prawie wykonana. Jeszcze tylko kangur i mogę wracać do domu 😉

P1000657

P.S.4.
Jeśli to w ogóle ma jakieś znaczenie, to po ostatnim ciężkim Pucharze Świata w Melbourne, awansowałam na 6 miejsce w rankingu PŚ ISAF. Ranking ISAF

share
Kowal
18 grudnia, 2013 at 12:11 Odpowiedz

Gosia 6mce w rankingu ISAF = ADAM.

http://aussiefundraiser.org
26 czerwca, 2014 at 14:15 Odpowiedz

Hello mates, good paragraph and good arguments commented here, I
am actually enjoying by these.

NASTĘPNY WPIS

ZOSTAW KOMENTARZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *