WPISZ TAGI

Mój Tata Wojtek, co jakiś czas, po części żeby mnie trochę wkurzyć i trochę zmotywować (co zazwyczaj bezbłędnie mu się udaje, bo jestem własnie tym przypadkiem, który im bardziej jest wkurzony, tym lepiej pływa), raczy mnie różnymi mądrościami życiowymi i innymi historiami notabene ze mną w roli głównej . Był już Kopciuszek, kilka aktów od Szekspira, a tym razem Księga Rodzaju i Stworzenie Świata.

A potem Bóg rzekł: «Niechaj zbiorą się wody spod nieba w jedno miejsce i niech się ukaże powierzchnia sucha!» A gdy tak się stało, Bóg nazwał tę suchą powierzchnię ziemią, a zbiorowisko wód nazwał morzem. A dnia trzeciego o poranku Stwórca stworzył lekką bryzę, która pomarszczyła bezmiar morza. Słońce oświetliło błyszczącą łuskę fal i słychać było lekki szelest. I Bóg widział, że to jest dobre, wiec stworzył specyficzny gatunek wodny zwany żeglarzami. Podzielił ich na kilka klas i kazał się ścigać. I Bóg widział że to jest dobre, choć żeglarze niekoniecznie… 

 

 

Kończy sie kolejny rok, dlatego zrobiłam sobie kilka rachunków:
1. Rachunek sumienia – Ile zrobiłam kroków w tył? Ile zapałek spaliłam bezsensownie?  Ile razy bylam leniem?
2. Rachunek zysków i strat, wzlotów i upadków –  może takie oczywiste to nie jest ale upadki często generują przyszłe zyski, także po tegorocznym sezonie chyba w przyszłości wyjdę na 0.
3. Rachunek prawdopodobieństwa – w sezonie 2019 ‚jak się uda, to będziemy piersi’ 😉
Podliczając, a z matmy zawsze dobra byłam, to będzie tak, że chyba raczej…, na pewno…,wypadałoby…, no przynajmniej zaryzykować! W końcu ‚kto nie ryzykuje, szampana nie pije’!
Zatem kończę tzw. okres przejściowy, o którym marzyłam przez caly bity sezon, snułam plany i wyczekiwałam z utęsknieniem. Fajny to był czas. Wspaniale było na chwilę zamienić morze na góry i chodzić własnymi ścieżkami. Wielka Korona Tatr była niezłym wyzwaniem – 8/14 za mną. Resztę zostawiam na przyszly rok. Czas więc wracać do pracy! Najwyższy czas!

Od ok 10 dni jesteśmy Portugalii, dużo pływamy i generalnie, jakkolwiek niepoprawnie to zabrzmi,  srogo cierpimy. Deski takie ciężkie, żagle takie strasznie duże i woda w oceanie tak skandalicznie zimna i mokra!
Znacie tę rewelacyjna radą ‚Jak najlepiej zacząć biegać? – Najlepiej nigdy nie przestawać!”
Początki nie są łatwe. Początki w żadnym sporcie nie są łatwe, a powrót do RS:Xa po 3 miesiącach, to trochę tak jak zaczynać wszystko od początku. Te pierwsze dni to chyba jedyny czas w sezonie, szczególnie przy okazji jakiegoś ‚armagedonu’, kiedy bardziej modlę się, nie żeby sprzęt to wytrzymał, ale żeby rajderka się czasem w pół nie złamała… i  te dziury w rękach, rany na stopach i ogólny ból wszystkich mięśni, o których istnieniu, człowiek nie pływający na RS:Xie, raczej nie ma pojęcia.
Czasem jest ciezko, zimno i strasznie ale co by nie mówić, to dobrze jest w grudniu przypomnieć sobie jak wyglada słońce (co prawda nie grzeje ale przynajmniej jest) , jak smakuje mango, ananas i cafe con leche! I tak miło jest najesc sie swieżych owocow morza –  to taka mała nagroda za naszą prace.

Tak już zupełnie serio, to super,  że wróciliśmy na wodę i wszystko z dnia na dzień będzie nabierać coraz większego tempa. W team’ie panuje bardzo dobra atmosfera i robota naprawdę pali nam sie w rekach. Po tych 10 dniach w Vilamurze, powoli zaczynam znów czuć moc na wodzie.
Do domu wracamy praktycznie prosto na Święta. Porządki przedświąteczne znów mnie ominą ale na szczęście, jak mnie nie ma, nie generuję aż takich bałaganów 😉  Może uda mi się za to jeszcze załapac na klejenie pierogów albo chociaż krojenie sałatki…
Pozdrawiam serdecznie z drugiego końca Europy i życzę spokojnych przygotowań świątecznych.
share
Jola
Grudzień 24, 2018 at 09:40 Odpowiedz
NASTĘPNY WPIS

ZOSTAW KOMENTARZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *