WPISZ TAGI

Wiem, żę nie mogę mówić, że każdy akwen na którym pływam jest najtrudniejszy ale żeglarstwo to naprawdę ciężki i skomplikowany sport i chyba nigdzie nie pływa się lekko, a juz na pewno nie w Melbourne.
Tutaj można się spodziewać wszystkiego. Deszcz, słońce, wiatr, flauta, fala i płasko – wszystko! Cztery pory roku w ciągu jednego dnia. Nie mówiąc już o tym że żadna prognoza się tutaj nie sprawdza, niby wiatr ma odkręcać do lewej a na wyścigach odkręca do prawej, jak prognoza mowi, że będzie flauta to nagle zaczyna wiać, a jak się wydaje, że wieje to okazuje się, że tylko się tak wydaję. Oszukuje na każdym kroku, a właściwie na każdym zwrocie!

Regaty się zaczęły.

Pierwszego dnia było totalne chińskie zero jak w Qingdao. 6 Chinek mogło poczuć się jak w domu.

Drugiego – 14 stopni, olbrzymia fala i dużo wiatru – strasznie mnie zniszczyło (szkoda że nikt mi nie powiedzał, żebym zabrała do Melbourne zimowa piankę z Polski albo chociaż ciepła kurtkę…)

Kolejnego dnia odwołali wyścigi. 8 stopni, 50 węzłów i lał deszcz. Przyznam że ucieszyła mnie ta decyzja, bo nawet jeśli udałoby mi się przeżyć i się nie pochorować, to psychicznie myślę że byłabym wrakiem Białeckiej.

 

Wczoraj znów kietowanie i zmiany z kosmosu. Chciałam zrozumieć ten akwen i jakoś tak mądrze pływać ale nie potrafię. Mam problem z prędkością na halsie (w każdych warunkach) i właściwie od startu muszę kombinować, żeby za chwilę nie płynąć w jakiś ‘smrodach’.

Dziś ostatnie 3 wyścigi, dużo cieplej i przyjemniej. 6-10kt czyli właściwie moje ulubione warunki. Na prawdę byłam dzisiaj sprytna. Piękne starty, mądre decyzje i żęglowało się dużo przyjemniej. Niestety przy chińskiej pompie czułam się bezsilna. Spuchły mi ręce, wyprułam flaki a i tak dwa razy straciłam miejsce na ostatnich 50 metrach…

IMGP3830

Przed wyścigiem medalowym zajmuje 5 miejsce i planuję atak na 4. Zobaczymy co da sie zrobić…

W poniedziałek wracam do ciepłego i zchillowanego Brisbane. Otwarty basen, rowerek i bieganie – Już sie nie moge doczekać! (ahh i chyba siłke niestety powinnam zacząć robić, bo cienka jestem jak makaron)

Teraz intensywnie myślę nad planem. Ewidentnie COŚ nie idzie i trzeba COŚ z tym zrobić. Mam już kilka pomysłów, a pierwszy z nich to powrót do domu.
Wiem, że w Polsce szaleją huragany, nie da się wyjść z domu, na ulicach zamieć i korki i pewnie jak wrócę będę sobie pluć w brodę do końca zimy ale na ten moment coś mi mówi, że nie mogę już tu być.
Rozważam różne opcje i muszę podjąć jakąś decyzję. Nawet jeśli to będzie zła decyzja to i tak będzie dobra, bo przynajmniej przestanę tkwić w martwym punkcie!

share
NASTĘPNY WPIS

ZOSTAW KOMENTARZ

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *